bernatora, a jego dworzanie przeraźliwie krzyczeli, chcąc tem zmusić zjawisko do ucieczki.
Ponieważ krzyk na nic się nie przydał, żołnierze ustawili się w pogotowiu wojennem i chcieli zaatakować balon, w tej jednak chwili powiał wiatr i „Victorja“ spokojnie się uniosła. Gubernator pochwycił strzelbę i skierował ją na balon, ale Kennedy, obserwując jego ruchy, zmiażdżył kulą swego karabinu broń trzymaną przez gubernatora. Podczas tego nieoczekiwanego wypadku, powstała ogólna ucieczka i, miasto przez resztę dnia świeciło pustkami.
Zbliżała się noc, znów nastąpiła cisza w powietrzu i musiano zawisnąć w przestrzeni na wysokości 800 stóp od ziemi. Panował grobowy spokój. Doktór podwoił czujność, gdyż cisza mogła być tylko pozorną, ukrywając jakąś zasadzkę.
Fergusson miał powody być ostrożnym. Około godziny 12-ej zdawało się, iż całe miasto stoi w płomieniach.
— Zadziwiające zjawisko — sądził doktór.
— Boże, opiekuj się nami! — zawołał Kennedy, ogień wznosi się, aby nas dosięgnąć.
W istocie, masa płomieni wśród hałasu, wściekłych objawów gniewu i huku wystrzałów wznosiła się ku „Victorji“.
Strona:PL Verne - Pięć tygodni na balonie.djvu/228
Wygląd
Ta strona została przepisana.