kła przed nim, byłaby w kawałki rozerwaną, zniszczoną.
— Wyrzucić jeszcze więcej balastu! — wołał doktór.
— Oto! — odpowiedział Joe, wyrzucając duży kawał kruszcu.
Balon wznosił się szybko po nad morze wzburzonego piasku, i skutkiem silnego wiatru gnany był z nieobliczoną szybkością.
O godzinie 3-ej burza przeszła, piasek utworzył pewną ilość małych pagórków, a niebiosa powróciły do dawnego spokoju.
„Victorja“, która znowu nieruchomie zawisła, wznosiła się teraz nad oazą z kwitnącemi drzewami, wyłaniającemi się z piaskowego morza, podobnie jak wyspa.
— Woda! tam jest woda! — zawołał doktór z zapałem i jednocześnie wyszedł z łodzi, zbliżając się do oazy, oddalonej o 200 kroków.
W ciągu 4-ch godzin, podróżni przebyli 240 mil.
Przyprowadzeni do równowagi, Kennedy i Joe wyszli na ziemię.
— Nie zapominajcie o waszej broni! — wołał Fergusson, i bądźcie ostrożni!
Dick pochwycił natychmiast swój karabin, a Joe flintę i flaszkę. Szybko udali się do drzew, po za któremi znajdowała się studnia. Nie zwra-
Strona:PL Verne - Pięć tygodni na balonie.djvu/210
Wygląd
Ta strona została przepisana.