wskazał horyzont i zawołał głosem prawie nadludzkim:
— Tam, tam, tam, na dole!
W ruchach jego tyle było stanowczości, że Joe i Kennedy zaprzestali tarzania się i spojrzeli we wskazanym kierunku.
Pustynia została w ruch wprawioną, jak morze podczas burzy. Słońce skryło się po za ciemne chmury, których olbrzymi cień przedłużył się aż do „Victorji“. Nadzieja zajaśniała w oczach Fergussona.
— Samum! — zawołał.
— Samum! — powtórzył Joe, nie wiedząc co słowo to znaczy.
— Tem lepiej! — wołał Kennedy z wściekłością. Tem lepiej, raz umrzemy!
— Tem lepiej, gdyż będziemy żyli — odparł doktór i szybko począł wyrzucać piasek, który przytrzymywał łódź. Towarzysze zrozumieli go nareszcie, przyłączyli się doń i zajęli miejsce obok niego.
— A teraz, Joe — rzekł doktór, wyrzuć 50 funtów twego kruszcu!
Joe wykonał rozkaz, ale uczuł chwilowy żal. Balon podniósł się.
— Był już czas po temu! — wołał Fergusson.
Samum w samej rzeczy zbliżał się z szybkością błyskawicy. Gdyby „Victorja“ nie ucie-
Strona:PL Verne - Pięć tygodni na balonie.djvu/209
Wygląd
Ta strona została przepisana.