tego uczynić. Trzej towarzysze spoglądali na siebie z ukosa, z uczuciem zwierzęcej pożądliwości, która zwłaszcza występowała u Kennedyego; silny jego organizm cierpiał najwięcej skutkiem braku wody. Przez cały dzień leżał, mówiąc z gorączki, chodził tu i tam, gryzł swe ciało i chciał otworzyć żyły, aby pić krew.
— O ty kraju pragnienia! — wykrzyknął, powinieneś się nazywać krajem „rozpaczy!” poczem popadł w odrętwienie.
Około wieczora i Joe’go napadł atak obłędu.
Nieskończona przestrzeń piasku wydawała mu się jako olbrzymi staw z jasną, przezroczystą wodą. Nieraz rzucał się na rozgrzaną ziemię, ażeby się napić, i wstawał z ustami pełnemi piasku.
— Przekleństwo! — wołał gniewnie, toć to słona woda! W chwili, gdy Fergusson i Kennedy leżeli nieruchomie, opanowała go myśl wypicia pozostałych paru kropel wody. Nie mógł pozbyć się tej myśli i zbliżał się, czołgając na kolanach do łodzi. Ujrzał flaszkę, w której znajdował się cenny płyn, chwycił ją i poniósł do ust.
W tem usłyszał nagle przerażający głos: pić, pić! Był to Kennedy, który do niego się przyczołgał i, klęcząc, z płaczem błagał o wodę. Joe
Strona:PL Verne - Pięć tygodni na balonie.djvu/207
Wygląd
Ta strona została przepisana.