mometr wskazywał w cieniu namiotu 118 stopni (45 Cels.).
Joe i Kennedy ułożyli się na posłaniu i szukali, jeżeli nie snu, to przynajmniej zapomnienia rzeczywistości.
Pragnienie dawało się coraz dotkliwiej uczuwać, a pozostało zaledwie dwie kwarty rozgrzanego płynu i każdy połykał wzrokiem te kosztowne krople, nie ważąc się niemi zwilżyć swych warg.
Dwie kwarty wody wśród pustyni!
Muszę zrobić jeszcze jedną próbę, rzekł doktór do siebie, będę szukał prądu powietrznego, któryby nas mógł unieść, chociażbym miał wszystko poświęcić. I podczas gdy jego towarzysze leżeli wpółśnie, Fergusson czynił przygotowania do tej ostatniej próby.
Balon uniósł się, nie znalazł jednak prądu, któryby go posunął dalej, wodę zużyto w zupełności, dmuchawka zgasła skutkiem braku wodoru, baterja Bunsena przestała być czynną i balon opuścił się na to samo miejsce, skąd uniósł się przed chwilą.
Była godzina 12-a, znajdowano się obecnie pod 19°35’ długości i 6°51’ szerokości, czyli około 500 mil od jeziora Tschad i przeszło 400 mil od zachodnich wybrzeży Afryki.