— To „dla czego“ mało mnie zajmuje — odpodział Kennedy. Cóż mnie obchodzi przyczyna, chodzi głównie o sam fakt.
— Trzeba trochę rozmyślać kochany Dicku, przecież to nie szkodzi.
— W samej rzeczy, mamy potemu czasu dosyć, nie widzę, abyśmy się posuwali, wiatr zasnął.
— Nie potrwa to zbyt długo, — rzekł Joe, zdaje mi się, że zauważyłem parę chmur, tam na wschodzie.
— W istocie! — Joe ma słuszność — powiedział doktór.
— Prawdziwa chmura z silnym deszczem i porządnym wiatrem — dodał Kennedy, przydałaby się nam wielce.
— Zobaczymy, Dicku, co będzie, zobaczymy.
— Mamy dziś piątek, a piątkowi zwykle nie dowierzam — rzekł Joe.
— Może tym razem uprzedzenie twoje się nie sprawdzi.
— Pragnąłbym tego bardzo, panie Fergusson — rzekł Joe, ocierając sobie pot z czoła. Ciepło — rzecz dobra, zwłaszcza w zimie, ale nadmiar jego w lecie wcale niepożądany.
— Czy nie obawiasz się działania tego ciepła na nasz balon? — zapytał Kennedy.
Strona:PL Verne - Pięć tygodni na balonie.djvu/195
Wygląd
Ta strona została przepisana.