mojego rozkazu, Joe uwolnij przedewszystkiem kotwicę i wejdź do łodzi.
Joe spuścił się po linie i po kilku chwilach znowu powrócił do łodzi, a uwolniona „Victorja“, zawisła nieruchomie w powietrzu. Podczas tego doktór ściśle badał stan balonu, a przekonawszy się, iż jest w porządku, wyjął ze swej torby dwa kawałki węgla, które przymocował do izolowanych dwóch przewodników drucianych.
Kennedy i Joe przyglądali się tej czynności, nie rozumiejąc jej.
Doktór, ukończywszy swą pracę, stanął w pośrodku łodzi, wziął do rąk węgle i złączył je ze sobą, nagle ukazało się jasne światło pomiędzy dwoma węglami; snop elektrycznego światła, we właściwem słowa tego znaczeniu, rozjaśnił ciemności nocy.
— O mój panie! — zawołał Joe.
— Ani słowa! — rzekł doktór.
Strona:PL Verne - Pięć tygodni na balonie.djvu/169
Wygląd
Ta strona została przepisana.