wzywający pomocy w języku francuzkim: Na pomoc! Na pomoc!
Kennedy i Joe szybko powrócili do łodzi.
— Czyście słyszeli? — zapytał doktór.
— Naturalnie! — krzyk rozpaczliwy: na pomoc! na pomoc!
— Francuz w rękach tych barbarzyńców.
— Nieszczęśliwy, mordują go, torturują!
Doktór z trudem zdołał ukryć głębokie wzruszenie.
— Nie możemy o tem wątpić rzekł on, że nieszczęśliwy francuz wpadł w ręce tych dzikich, ale my go ocalimy.
— Naturalnie, Samuelu, oczekujemy twoich rozkazów. Ułóżmy plan postępowania, najlepiej będzie przy wschodzie słońca uprowadzić francuza.
— Ale w jaki sposób usuniemy tych nikczemnych negrów?
— Sądząc z ucieczki, przypuścić należy, że nie znają oni broni palnej. Zanim rozpoczniemy działać, oczekujmy świtu i ułożymy plan ratunkowy odpowiednio do właściwości miejsca.
— Biedny, nieszczęśliwy, nie może być daleko — mówił Joe, gdyż...
— Na pomoc! na pomoc! powtórzył głos żałośnie, ale słabiej niż przedtem.
Strona:PL Verne - Pięć tygodni na balonie.djvu/164
Wygląd
Ta strona została przepisana.