Za ukazaniem się balonu walkę na chwilę przerwano, krzyki wzmogły się. Kilka strzałów puszczono w kierunku łodzi.
— Usuńmy się ztąd, wołał doktór, na takie niebezpieczeństwo nie powinniśmy się narażać. Walka rozpoczęła się na nowo, jak tylko jeden z nieprzyjaciół padł na ziemię, przeciwnik obcinał mu głowę. Kobiety, znajdujące się wśród walczących, zbierały zakrwawione głowy i gromadziły je po obu stronach pola walki, często staczając z sobą bójkę o te obrzydliwe trofea.
— Straszna scena! — wołał Kennedy, gdyby jednak wojownicy nosili mundury, nie znaleziono by w czynnościach ich nic nadzwyczajnego.
Miałbym ogromną ochotę pośredniczenia w tej walce — dodał strzelec, biorąc karabin do ręki.
— Nie pozwalam — rzekł doktór, troszczmy się o nasze własne sprawy! Czy wiesz, która strona ma słuszność, że chcesz odegrać rolę rozjemcy? Lepiej zrobimy, gdy usuniemy się jak najprędzej z tego miejsca.
Jeden z przywódców dzikich odznaczał się atletyczną postawą i herkulesową siłą.
Jedną ręką rzucił dzidę pomiędzy nieprzyjaciół, a drugą dokonywał uderzeń toporem.
Strona:PL Verne - Pięć tygodni na balonie.djvu/158
Wygląd
Ta strona została przepisana.