Strona:PL Twardowski - O dostojeństwie uniwersytetu.djvu/21

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


5. O tem wszystkiem często się nie pamięta. A z faktem tym łączy się zwykle drugi, mianowicie niedocenianie samej nauki. Różnie w tej mierze bywa w różnych społeczeństwach. U nas jest pod tym względem nie najgorzej, ale także nie najlepiej. Olbrzymia doniosłość nauki naogół nie bywa tak powszechnie i tak głęboko odczuwana, jak to się dzieje w niektórych innych krajach. Jest przecież rzeczą charakterystyczną, że język polski nie posiada wyrazu, któryby wyłącznie znaczył to samo, co wyraz francuski „science“ i niemiecki wyraz „Wissenschaft“, skoro mówiąc o nauce, można mieć na myśli także nauczanie i skoro wyraz „zakład naukowy“ równie dobrze oznacza instytut, poświęcony pracy badawczej, jak szkołę, udzielającą pewnych wiadomości lub zaprawiającą do pewnej umiejętności. W tej osobliwości językowej odzwierciedla się fakt, że wysiłki, skierowane ku zdobywaniu wiedzy objektywnej i sama ta wiedza nie wyodrębniły się w świadomości naszego narodu dość dobitnie jako swoiste wartości i dobra kultury umysłowej. I to niedocenianie pracy badawczej i jej wyników przenosi się też na instytucye, które pracy tej dokonują; dalszem następstwem tego stanu rzeczy bywają tendencye, zmierzające do zaprzeczenia Uniwersytetowi jego zupełnie wyjątkowego w społeczeństwie stanowiska, do upatrywania w nim zwykłej szkoły, zakładu, mającego nauczać na równi z całym szeregiem szkół ogólno-ksztalcących i zawodowych. A tymczasem Uniwersytet, powołany do służenia prawdzie naukowej.