Strona:PL Teodor Jeske-Choiński-Gasnące słońce Tom I.djvu/081

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
IV.

— Twoje poszukiwania nie odniosły żadnego skutku, Kaju? — pytał Publiusz klienta, który objął już główny zarząd nad jego posiadłościami.
— Nie natrafiliśmy dotąd na ślad owej germańskiej branki — odpowiedział Kajus — chociaż nie szczędziliśmy wczoraj z Hermanem ani nóg, ani uszu. Na rynkach niewolników nic o niej nie wiedzą.
— A jednak mam pewne wiadomości, że zabrano Tusneldę do Rzymu — odezwał się Serwiusz.
Siedzieli wszyscy trzej na zwykłych krzesłach dębowych, naokoło małego stolika, i spożywali skromne śniadanie, składające się z wina i chleba. Usługiwał im tylko jeden niewolnik, smukły Artemidorus.
Trybun i prefekt byli przebrani po miejsku w białe, jedwabne tuniki i w wysokie sznurowane trzewiki. Ale ramion ich nie zdobiły bransolety i rąk nie pokrywały pierścienie.
Publiusz zamyślił się.