Strona:PL Tarnowski-Szkice helweckie i Talia.djvu/245

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Przeciągają zapłakani,
Świadczą – na sad powołani! . . .
A za niemi Polski dzwonów
Głosy dzieją, do ich tronów,
Tak jak grają śród dąbrowy
Od Wawelu! Częstochowy! . . .
Tak jak wieją z nad zbóż fali! . . .
O! tam w dali! . . . w drogiej dali! . . .
              W świętej dali! . . .
A tę rosę na pól kłosach
W oczach moich czuję łzawo! . . .
A ich głos w mej arfy głosach
W głębiach piersi – czuję krwawo! . . .
Płyną cienie! nad przestrzenie! . . .
Nad dym, młoty, zbrodnie, cnoty! . . .
I głos powiał w cieniów świecie
Jako słowo ciałem!
Wy zmartwychwstaniecie!
Jak ja zmartwychwstałem! . . .
I za cieniem cień przewiewa,
Bo oto dzień Wielkanocy! . . .
Wstają – płyną plyną giną! . . .
A chór Alleluja! śpiewa . . .
Wśród niebieskiej ducha nocy! . . .
A chór w dole grzmi młotami,
Alleluja! boleściami! . . .
Biją! huczą! ognie gorą!
Tysiąc dłoni pracą skorą,
Straszna bladość lica zwlekła! . . .
Modlą się już zrozpaczeni,
Daj nam się dokopać – piekła!