Strona:PL Tarnowski-Szkice helweckie i Talia.djvu/158

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Oryginalnym jest jej uśmiech poprzedzający zwykle eksplikacje, jak błyskawica przed burzą, czy to w scenach małżeńskich, rodzinnych, miłosnych lub przyjacielskich, i uśmiech jasny, który je czasem kończy jak tęcza, lub gorzki, który zasępia życie. – Wart dla swej znakomitości wspomnienia i uśmiech ludzi, którzy wprzód patrzą na buty niż na człowieka, i tych, którzy zanim spytają czy cnotliwy, rozumny, jakie są rezultata jego życia, pytają czy bogaty lub kto go rodzi – i uśmiech księgarza, który w tureckim szlafroku, bierze w rękę, pełną pierścieni, pracę młodego autora, o niecałych butach i surducie błagającym dymissyi, która nie może być przyjętą – niemniej interesującym jest wyraz człeka zabobonnego, z którego śmieje się diabeł, straszący w kontuszu na pińskich błotach i straszliwa biała dama Rydzyńska. – – – Dobre są także różnolice uśmiechy zjazdów kontraktowych i jarmarcznych Wołyńskich, Podolskich i Galicyjskich – one bywały jedynym środkiem porozumienia się wspólnego – ci sami zjeżdżają się dziś w mieścinach powiatowych, co niegdyś spadali tam na sejmiki, byle czasu tego używali nie na burdy, grę, plotki, – ale na porozumienie potrzeb wspólnych – społecznych i narodowych, – bo zaiste, zda rachunek ciężki kiedyś takie li tylko buła-