Strona:PL Tarnowski-Szkice helweckie i Talia.djvu/077

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


kie, jak gruzy Babelu, jakby czekały, by myśl jaka w nich wyryć… wśród tych chaotycznych przestrzeni kamiennych pięć zwierciadlanych stawów, czystych jak pierwsza miłość, cichych, jak prawe sumienie – tylko skały i gwiazdy w nich kąpią czoła – czasem jaki orzeł nadpłynie błękitem, krzyknie przerażony i znika w nieskończonościach bezbrzeżnych, skąd żeglował – stawy te łączą się z sobą, leżąc jeden niżej drugiego – aż masa wód ich razem połączona grzmi po stromych biodrach skał, jak z wieżyc odwiecznych, w dymiącą otchłań Siklawy; – o ile w górze nad spadem dziko i martwo, o tyle spadając w dół rozbija się piana o puchy zieloności i górskich kwiatów, skąd wąwozem kwiecistym dalej niewstrzymana, jak myśl ze świata materyi w świat ducha – w każdej z tęcz tego wodospadu czuć arcydzieło Stwórcy, któremu słowo doczesną mogiłą….

Olga


(Chwytając jago rękę.)


Czuję! Widzę!... ależ… podobny obraz znalazłam w tych podróżach.

Edmund


(Zmieszany.)


Pisaliśmy je prawie razem – jesteśmy tak zbliżeni, że nas za jednego człowieka brać można.