Strona:PL Tadeusz Boy-Żeleński - Pani Hańska.djvu/087

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Raz po raz powtarzają się aluzje do oporu rodziny, do małych dokuczliwości, wścibstwa, komeraży, uprzedzeń. Uprzedzenia te kręcą się wciąż koło jednego: różnica sfery, wychowania! Dla tych kresowych panków sama myśl o takim mezaljansie, jak małżeństwo z francuskim literatem, była czemś okropnem. Pani Hańska daleka jest od takich względów, mimo że i ona wrażliwa jest na pewne braki w wychowaniu wielkiego człowieka, nie tyle dla siebie, ile dlatego, że przykro byłoby jej widzieć go przedmiotem szyderstwa innych. Otóż dla tego polskiego światka Balzac jest przedewszystkiem człowiekiem, który nie umie dość ładnie jeść:
„Przepowiadałeś mi zawsze — przypominasz to sobie — że będzie jadł nożem i nos obcierał