Strona:PL Tadeusz Boy-Żeleński - Pani Hańska.djvu/029

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


promenadzie, z tomem Balzaka w ręku.
Co do pierwszego spotkania istnieje dwojaka wersja. Jedna, bardzo piękna, to iż pani Hańska, ujrzawszy Balzaka, którego znała z portretów, wzruszona upuściła książkę. Wówczas on rzucił się ku niej i wymienili ten podwójny okrzyk: „Ewo! — Honorjuszu!“
Druga wersja, mniej poetyczna, to że pani Hańska, widząc zbliżającego się krótkiego i grubego, dość groteskowo wyglądającego jegomościa, pomyślała sobie w duchu: „Jezus Marja, byle to nie był ten!“ Bądź co bądź, jeżeli pierwsze wrażenie było rozczarowaniem, Balzac umiał rychło zmienić ten nastrój i oczarować panią Hańską tak, iż zapomniała o fizjognomji i stroju. Co się tyczy Balzaka, ten jest zachwycony. W liście do siostry pisanym na gorąco