Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/941

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    własnemu biegowi, nie chcąc się niemi nigdy zajmować; pełnomocnik jego człowiek przeniewierczy, zachęcony tem niedbalstwem, nie poprzestając na haniebnem okradaniu go, wciągnął go w operacje niekorzystne dla siebie, zgubne dla Michała, który brzydził się najmniejszem utrudzeniem urnysłowem dla sprawdzenia jego rachunków; cóż ci mam więcej powiedzieć? w obecnej chwili nie wiem, czy pozostało mu jeszcze tyle, żeby mógł wyżyć w sposób jak najumiarkowańszy.
    — Mój Boże! biedny chłopiec! jakże to smutne! Ale czemuż twój wpływ nie zdołał pokonać tego nieszczęsnego lenistwa?
    — Mój wpływ — rzekła Walentyna, uśmiechając się z goryczą — jakiż wpływ można wywrzeć na podobny charakter? Rozumowanie, naleganie, przestrogi, prośby, wszystko rozbija się o tę bezwładność, zawsze zadowoloną i pogodną. Gdyż u Michała, nigdy nie usłyszysz słowa surowego lub gniewnego, unika on zniecierpliwienia lub gniewu, jak trudu jakiego; zawsze spokojny, uśmiechający i czuły, odpowiada na najrozsądniejsze upomnienia, na najtkliwsze błagania, żartem lub pocałunkiem.
    — Maisz słuszność, Walentyno, to rzecz nierównie ważniejsza, niż myślałam.
    — To rzecz ważna, o! bardzo ważna — odpowiedziała młoda kobieta z drżeniem — gdyż nie znasz okropnej myśli, która mnie jak mara jaka ściga.
    — Co mówisz?
    — Michał posiada umysł zbyt przenikliwy i rozsądek zbyt wielki, żeby się mógł mylić, co do swojej przyszłości; wie on dobrze, że, gdy wyda ostatniego luidora, nie może się znikąd spodziewać pomocy, a tem mniej od siebie samego...
    — O czemże on tedy myśli?
    — O czem! — powtórzyła Walentyna z drżeniem.