Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/902

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    gdalena zaniknęła ostrożnie za sobą, skąd przeszły do gabinetu pana Dutertre, wychodzącego na ogród.
    — Pozwól mi teraz, Magdaleno — rzekła Antonina do margrabiny — dokończyć tego, com ci poprzednio chciała opowiedzieć:
    — Cóż tedy? mów, moje dziecię.
    — Pan Franciszek jest tutaj.
    — On?... tutaj!... — zawołała margrabina z drżeniem, nie mogąc ukryć bolesnego wzruszenia, jakie w tej chwili ją przejęło. — Dlaczegóż? Jakim sposobem pan Franciszek może być tutaj.
    — Dowiedziawszy się ode mnie, żeś tu miała przybyć dzisiaj rano — odpowiedziała Antonina — pan Franciszek chce ci podziękować za nas... Jest on tu w ogrodzie... patrzaj, wszakże to on...
    To mówiąc, dziewica pokazała jej Franciszka, który rzeczywiście siedział na bliskiej ławeczce.
    Magdalena rzuciła długie i ostatnie spojrzenie na swego jasnego cherubina, nie będąc w stanie ukryć żałosnej łezki, która zwilżyła jej oczy; nareszcie, pocałowawszy Antoninę w czoło, rzekła do niej głosem lekko wzruszonym:
    — Żegnam cię, moje dziecię.
    — Jakto, Magdaleno! — zawołała dziewica zdumiona tak nagłem oddaleniem — ty odchodzisz, nie chcąc zobaczyć się wcale z Franciszkiem... ale... to być nie może... ale...
    Magdalena przyłożyła palec do ust, i nakazując Antoninie milczenie, oddaliła się, zwróciwszy jeszcze raz oczy swoje na ogród; nareszcie znikła zupełnie.
    W dwie godziny potem, margrabina de Miranda oddaliła się z Paryża, zostawiwszy następujący bilet do arcyksięcia:

    „Mości Książę!

    „Udaję się do Wiednia, przybywaj Wasza Książęca Mość dokonać swego zwycięstwa nade mną.

    Magdalena“.