Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/774

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    nym dla innych myśli, oprócz myśli o zgubie, która jemu i jego rodzinie groziła.
    A jednak margrabina de Miranda nie zdawała się za pierwszem wejrzeniem wpływu tak nagłego i tak żywego. Była wzrostu dosyć wysokiego, kibić jej i piersi nikły prawie zupełnie pod szeroką mantylą z świeżej wiosennej materji, podobnej do materji jej sukni, której długie, wlokące się fałdy zaledwie pozwalały widzieć sam koniec bucika; podobnież było z jej rękami prawie całkiem ukrytemi pod rękawami jej sukni, które wbrew zwyczajowi nosiła bardzo długie; mała kapotka krepowa śnieżnej białości, bez żadnej innej ozdoby, prócz białej atłasowej wstążki, związanej pod brodą, otaczała jej lica podłużnego owalu, i podnosiła jeszcze barwę jej twarzy, gdyż, rzecz dosyć dziwna, Magdalena miała białą matową cerę brunetki, i bardzo duże oczy słodkiego i pogodnego błękitu, ocienione rzęsami, równie jak jej brwi, czarniejszemi od hebanu, gdy tymczasem jej włosy, zawinięte w mnóstwo drobnych pukli, à la Sevigné były tylko jasnego koloru, jakim Rubens zwykł otaczać głowy i ramiona swoich białych Najad.
    Ogromne wrażenie sprawiła Magdalena na Karolu Dutertre, który niemy i zmieszany przypatrywał jej się jakiś, czas, nie wyrzekłszy ani jednego słowa.
    Zofja, nie mogąc domyślić się przyczyny milczenia i wzruszenia swego męża, sądziła, że był cały zatopiony w myśli o grożącem ich domowi niebezpieczeństwie; myśl ta sprowadziła ją także do obecnego położenia, zapomnianego na chwilę, i dlatego rzekła do margrabiny z wymuszonym uśmiechem:
    — Wybacz roztargnienie Karola, moja droga Magdaleno, w chwili, kiedyś weszła do salonu, rozmawialiśmy właśnie o interesach bardzo ważnych dla naszego domu.
    — Rzeczywiście, raczy mi pani przebaczyć — rzekł Dutertre, zbliżając się z drżeniem i w niepojętem wzruszeniu do przyjaciółki swej żony — na szczęście, to