Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/1326

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    — Powiedziałem już, panie de Pont-Brillant, że natychmiast mamy się bić.
    — Jakto... tu... w tym wąwozie?
    — Tu...
    — Bez światła?
    — Nie potrzebujemy światła.
    — A czemże bić się będziemy?
    — Moją fuzją.
    — Jedną tylko fuzją?
    — Tak.
    — To rzecz ciekawa. I jakże to? powiedz mi, mój kochany panie.
    — Z siądź pan z konia.
    — A potem?
    — Podniesiesz kilka krzemieni...
    — Krzemieni! — powtórzył Rudolf, śmiejąc się głośno — pocóż krzemieni? Ah! rozumiem teraz... to my krzemieniami będziemy do siebie rzucali? W samej rzeczy... podobna walka nie jest tak tragiczna jak z fuzją.. jest to zupełnie w rodzaju bitwy Dawida z Goljatem... Więc pan masz także i procę? Ale jaka to szkoda, że tak ciemno... Wie pan... ja prawie nic a nic nie widzę...
    — Powiedziałem, już, panie de Pont-Brillant, że podniesiesz z ziemi dwa lub trzy krzemienie... i zakryjesz je w ręce...
    — Już wiem... już wiem... będziemy pewnie grali w cetno-licho.
    — Ciemność nie będzie nam przeszkodą w policzeniu krzemieni... wygrywający zabierze fuzję... przyłoży ją do piersi przeciwnika... i wystrzeli... Widzisz pan teraz, panie de Pont-Brillant, że do tego nie potrzeba bynajmniej światła.
    Ton mowy Fryderyka był tak pewny, tak stanowczy, że margrabia, nie mogąc sobie z początku wytłumaczyć tego dziwnego zajścia, uważał je za rzecz poważną; później atoli, przypomniawszy sobie zdarzenie przeszłego