Strona:PL Sue - Siedem grzechów głównych.djvu/1319

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    ona otworzyła ogromne oczy i patrzyła na mnie jak na jakie zjawisko, kiedym jej dosyć grzecznie podawał jej mantylę, którą podniosłem. — Ale jakież z ciebie niewinne stworzenie, powiedziałam do Rudolfa, kiedy ta mała jest tak piękna, i patrzyła na ciebie tak wielkiemi oczyma, należało mantylę, zamiast oddawać, zatrzymać u siebie i oddać ją dopiero w jej mieszkaniu, byłoby cię to już wprowadziło na dobrą drogę. — Ale babuniu, odpowiedział chłopczyna z rzadkim dowcipem, przecież dopiero oddając mantylę, spostrzegłem, że ona jest tak piękna.
    — To nic nie stanowi, pani margrabino, pan Rudolf powinien był za dwa, a najdalej za trzy dni pojechać do pani Bastien, byłaby zachwycona, widząc pana margrabiego u siebie, chociażby dlatego tylko, ażeby się pochlubić przed wszystkimi mieszczanami w okolicy.
    — Właśnie to mówiłam temu poczciwemu dziecku, ale cóż, kiedy nie miał dość śmiałości.
    — Tylko troszkę cierpliwości, odważy on się jeszcze.
    — Powiedziano mi, moja córko — dodała staruszka po chwili milczenia i zażywając z namysłem tabakę — co to znaczy, że im więcej myślę o małej Bastien, tem więcej przekonywam się, że to byłoby wyborne dla tego kochanego chłopca, to prześliczna gratka dla niego!
    — Właśnie to samo chciałam powiedzieć, pani margrabino.
    — Dopóty trzeba drzeć łyka, dopóki się da dodała stara zamyśliwszy się powtórnie. — Któraż to godzina, Zerbinetto?
    — Wpół do piątej, pani — odpowiedziała pokojówka, spojrzawszy na zegarek.
    — Bardzo dobrze, więc mamy jeszcze czas. Kiedy Rudolf dziś rano odjeżdżał, ażeby cały dzień przepędzie w Bancour, obiecałam mu, że wyjadę na jego spotkanie aż do stawu des Loges; ruszajmy więc, Zerbinetto, muszę się natychmiast rozmówić z Rudolfem względem małej Bastien.