Strona:PL Sue - Nowele.pdf/67

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

się wybierać w podróż! mówił sam do siebie urywanym głosem, dotykając swego ciała, by się przekonać, czy to nie jakie nielitościwe złudzenie.
— Tak, musimy jechać, i to natychmiast. Odwagi, Duclosie, odwagi.
— Otóż ja nie pojadę, właśnie, że nie pojadę! zawołał nagle mój towarzysz z uporem desperata i spojrzał na mnie błędnym wzrokiem.
— Panie Duclos! odpowiedziałem mu, — przez chwilę mogłem zapomnieć, że jestem twoim przełożonym, teraz ci rozkazuję.
— Ależ po co właściwie mamy wracać?
— Wiedz pan, że tylko admirałowi winien jestem zdawać sprawę z mych czynności, a pan masz mnie ślepo słuchać.
Duclos nic mi nie odpowiedział, ubrał się, odczepił hamak i wyruszyliśmy w drogę. Twarz jego była z gniewu sina.
Ułożyłem sobie plan spotkać w drodze bajadery, słyszałem bowiem od biddy, że się także wybierają do Madras. A gdy do tego miasta innej drogi nie było, miałem pewność, że się nie rozminiemy, podróżowaliśmy tedy noc całą bez przerwy.
— A cóż się stało z tym nieszczęśliwym Duclosem? zapytała mnie Jenny.
— Przybywszy zrana do wsi, gdzie spodziewałem się zastać trupę tanecznic, kazałem memu orszakowi zatrzymać się, nim wstąpiliśmy do