Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/965

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nawiści, jakie wzbudzić miało to odkrycie w sercu księcia, dodał żywo:
— Tylko bądź spokojny... nie zważaj na nią... Bądź pewnym, że, teraz ten młodzieniec nienawidzieć cię będzie musiał.
— Co ty mu powiadasz takiego, co go tak drażni? — rzekła Róża Pompon do Faryngei, udając zadąsaną; potem, odwróciwszy się do Dżalmy: — No, Piękny Książę, jak mówią w czarnoksięskich powieściach, oddaj mi mój bukiet. Miałeś go u swych ust, bierze mię chętka zjeść go...
I dodała pocichu, wzdychając i czule spoglądając na Dżalmę:
— Ten potwór Nini Moulin nie zwodził mnie... Wszystko to bardzo skromnie, uczciwie... w tym tylko i względzie nie mam sobie nic do zarzucenia.
I białemi ząbkami ukąsiła koniec różowego palca prawej ręki, z której zdjęła rękawiczkę.
Czy trzeba jeszcze mówić, że list Adrjanny nie był oddany księciu?
W tej chwili wszystkie oczy zwróciły się ciekawie ku jaskini po lewej stronie teatru, poniżej loży panny Cardoville; wszyscy niecierpliwie wyglądali aktorów walki...
Straszny ryk rozjątrzonego zwierzęcia z podziemia, do którego otwór milknął w sztucznemi, łatwo usunąć się mogącemi krzakami. Na ten ryk Anglik powstał ze swej małej loży i żywo zatarł ręce, a jego wielkie, zielone, wytrzeszczone oczy, nie opuszczały wejścia do jaskini.
Usłyszawszy ten straszny ryk, Dżalma także zadrżał, pomimo podniety miłości i zawiści, które nim miotały. Widok lasu, ryk rysia, sprawiły na nim głębokie wrażenie, budząc w nim znowu pamięć jego rodzinnego kraju i owych srogich walk, które, równie, jak wojna, mają