Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/726

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

brjel, grubjańskimi i prostymi jak Leżynago, i pytasz, co robić?
— Prawdziwie, nie rozumiem cię — odrzekł d‘Aigrigny.
— Wierzę temu! — rzeki z pogardą Rodin — używałeś środków ordynarnych, materjalnych, miast działać na namiętności szlachetne, wzniosłe, różnemi podejściami, ułudami, pociągami, zamachami! Jeszcze nie rozumiesz? — Tu Rodin wzruszył ramionami. — Zastanów się, czy umiera kto z rozpaczy?
— O! tak.
— Czy wdzięczność uszczęśliwionej miłości może się posunąć aż do ostatnich granic najszaleńszej wspaniałomyślności?
— Tak jest.
— Czy nie zdarzają się tak okropnie zawiedzoine nadzieje, iż samobójstwo jest jedynem lekarstwem przeciw strasznej rzeczywistości?
— Bezwątpienia.
— Czy zbytnia zmysłowość może zaprowadzić nas do grobu?
— I to się zdarza.
— Czy zdarzają się w życiu takie straszne okoliczności, iż najbardziej światowe charaktery, najbezbożniejsi ludzie... złamani nieszczęściami, udręczeni cierpieniami, rzucają się ślepo na łono religji i porzucają największe dobra tego świata, aby mogli oddać się całkiem pokucie, modlitwie i rozmyślaniu?
— I tak bywa.
— Czy nie zdarzają się wreszcie tysiączne okoliczności, w których reakcja namiętności sprowadza nadzwyczajne zmiany, tragiczne rozwiązanie biegu rzeczy, tak w życiu mężczyzny, jak i kobiety?
— I tak wypaść może.
— Więc dlaczegóż pytasz, co robić?... a cóżbyś powie-