Strona:PL Sue - Żyd wieczny tułacz.djvu/619

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


— Znasz pan pismo pana Jozue?
— Znam je bardzo dobrze.
— Przypatrz się pan...
Metys wydobył z kieszeni długą depeszę, którą skradł Mahalowi, kantrabandziście jawańśkiemu, zadusiwszy go pad Batawją; podsunął ją pod oczy Rodina.
— W rzeczy samej jest to pismo pana Van-Daela — odezwał się Rodin i sięgnął ręką po list, który jednak szybko i zręcznie cofnął Faryngea.
— Mój panie, dziwny masz sposób wypełniania danych ci zleceń — rzekł Rodin. — Ponieważ list ten do mnie jest adresowany, i ponieważ powierzył ci go pan Jozue...
— Ten list bynajmniej nie był mi powierzony przez pana Jozue.
— Jakim więc sposobem dostał się do rąk twoich?
— Pewien jawański kontrabandzista zdradził mnie; pan Jozue wyrobił temu człowiekowi przejazd do Amsterdamu i dał mu ten list. Ja zadusiłem kantrabandzistę, zabrałem mu list, popłynąłem tym samym statkiem... i tu stanąłem...
Dusicieli opowiadał to chełpliwym tonem; jego dziki nieustraszony wzrok nie zmieszał się przed przenikliwym wzrokiem Rodina.
Faryngea mniemał, że zadziwi lub przestraszy Rodina temi zbójeckiemi przechwałkami; lecz mocno się zdziwił, widząc, że Rodin zawsze obojętny, zawsze zimny jak trup, rzekł mu spokojnie:
— Aha!... czy to tak duszą ludzi w Indjach?
— I gdzieindziej podobnież... — odparł Faryngea, z szyderczym uśmiechem.
— Nie obce mi się uwierzyć... ale wydajesz się dziwnie szczerym człowiekiem... Jakże się nazywasz?
— Faryngea.
— A więc, panie Faryngeo, co zamierzasz zrobić?...