Strona:PL Stefan Grabiński-Księga ognia.djvu/083

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

— Wstań i zaświadcz światu o sprawach po tamtym brzegu.
Okrzyk radości wydarł się z piersi Jana i wyciągnął rece, by ją objąć; lecz świetlne zjawisko rozwiało mu się w oczach. Tylko skądś z oddali niby oddech wiatru doszło go ciche westchnienie...
I podjął prace ducha na nowo. Z pracowni pirotechnika zaczęły padać na niebo potężne projekcje duszy rozmiłowanej już w radościach nie z tego świata: była jakaś wielka w swej przepokorze modlitwa, jakieś ogromne, w muzyce nadziemskiej zasłuchanie. Rzucone w międzyplanetarną przestrzeń ognie rozkwitały w litanje duchów mistyczne, w serc czyste chorały, niebiańskie aniołów koncerty. Wyczarowane z kuźnicy Białego Domu pociski, dosiągłszy stropu niebios, rozrzucały się hen po widnokręgu w falangi świetlnych tworów, w jakieś pielgrzymie orszaki w drodze ku nieznanym celom, w zaświaty...
I szły po niebie te jasne postacie w utęsknieniu bez miary, pełgotały czas pewien w świętym wysiłku, aż wyczerpane drogą przydługą konały i gasły...
Patrzył na te mąkę serdeczną ich twórca i tem żarliwiej pracował nad dziełem swego życia jedynem. I stało się, że wykończył je w czasie, gdy już włos mu na skroniach posiwiał, gdy pochylony już laty zapragnął spocząć snem wiecznym.
Wiec sprosił na igrzysko ludu wiele z miast i wsi i wyznaczył im siedliszcza kamienne półkręgiem nad brzegiem morza. A sam stanąwszy na rusztowaniu w środku koliska nad pluskotem wzwodliwych fal, wśród ciszy śmiertelnej rozpoczął widowisko.
I opowiedział im ognistą baśń o duszy ludzkiej i jej wędrówkach po szlakach życia. Mówił o wzlotach podniebnych i hańbie upadków, o rajskim śpiewał uśmiechu