Strona:PL Stefan Grabiński-Księga ognia.djvu/065

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

„szczęśliwego przebycia krytycznego okresu“. Goście coraz częściej i dłużej zaczęli przesiadywać w jego domu; znikały powoli niepokój i nerwowość ruchów. Dobrze i wesoło było w Pożarowie, bo gospodarstwo okazali się ludźmi nader gościnnymi. Nastrój dotąd wesoły i pogodny zmienił się niemal w przesadnie hałaśliwy, krotochwilny i szampańsko szumiący. Rojecki drwił nielitościwie z przesądów i uśmiechał się tryumfująco, pani Marja przekomarzała się z panią sędziną na temat dni i miejsc „feralnych“. Józek szalał po lasku i okolicy; nawet Marjanna, obecnie „pokojówka“, zwykle solidna i poważna niewiasta stroiła żarty w kuchni i śmiała się z byle czego.
Powoli, nieznacznie wyłoniły się w domu nowe upodobania i zwyczaje.
C’est drôle! — zauważyła pewnego dnia po powrocie z wizyty w Pożarowie piękna pani Sulimirska — Rojecka nosi od jakiegoś czasu stale ognisto-czerwone peniuary; już piąty raz z rzędu przyjmuje nas w tym kolorze.
Spostrzeżenie było trafne. Istotnie Rojeccy ulegli specjalnej sympatji do barwy czerwonej i czerwonopomarańczowej; pani Marja od miesiąca przeszło nosiła suknie wyłącznie w tych dwóch kolorach, którym nadawała tylko rozmaite odcienie i nuance. Mąż jej stwierdził z zadowoleniem, że jest jej z tem bardzo do twarzy i chcąc się utrzymać niejako w tym samym stylu, zaczął nosić ogniste, wyzywające krawaty.
— A kolor jego jest czerwony — zanucił mu nazajutrz arję z marsyljanki jeden z kolegów.
— Nic nie szkodzi — odpowiedział spokojnie. — Lubię tę barwę i jak utrzymuje moja żona, jest mi w nim do twarzy. To wystarczy.
I w parę dni potem zmienił krawat na inny, w tonie ceglasto-orange.