Strona:PL Stefan Żeromski - Wiatr od morza.djvu/115

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    Chełba, morze błotne, Drużno, jak łuk zgięte, Jeziorak, w długie porozwidlany przeguby, Morąg, smugami chełbi srebrzystej na toni ciemnozielonej, to tu, to tam w czarnym ostępie przywabiały oczy.
    Tajemnicze w gęstwinach rzeki — Wisła, Ossa, Wysoka, początki Pasłęki raz wraz kładły niezbrodzone swe popławy przed bystrem konia kopytem.
    A koń, co tyli świat przebiegł, co wciągał nozdrzami suchy wiatr zza palestyńskich spalonych gór przyfruwający, co szedł w orszaku cesarza Fryderyka, gdy wyklęty przez papieża Grzegorza, zuchwale wkraczał w najposępniejsze pod słońcem jerozolimskie rozdoły, by samowładnie na głowę swą kłaść koronę, — koń, co bił kopytem przed bramą prowadzącą do świętego grobu i kołysał się na wielkiego morza galerach, — co w sycylijskich i lombardzkich pasł się trawach, — co tropił ślad Kumanów i Pieczyniagów w nadborskiej pustaci u brzegu Ałuty i Dunaju, — chrapał teraz mokrem nozdrzem i patrzał spłoszoną źrenicą w knieje głuchej północy, w cichy, senny, rozmarzający ostęp nieprzebyty pruskiego pojezierza.
    Herman Balk gładził pieszczotliwie grzywę źrebca i bok jego podbudzał ostrogą. Wiódł go dalej a dalej.
    Nie tu bowiem, gdzie się pieniły samoswoje rzeki i gdzie jaśniały bezpańskie jeziora był kres tej wyprawy. Nie tam, gdzie się już odcisnął ślad kopyta, był kres skoków bieguna.
    Kędyś u zalewisk sinego morza i li wydm mierzei miała się dopiero wychylić zapora dla skoków wędrownego rumaka, która na wiatr ze wschodu miała jego chrapy skierować. Nie mogły go strzymać nogaci