Strona:PL Stefan Żeromski - Przedwiośnie.djvu/072

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


wyosobniono go z grup, mówiących pomiędzy sobą przeważnie po rosyjsku, — pomijano, a nawet umieszczono jakby na złej liście. Nazwisko Baryka i wzgardliwie określana narcdowość »Polaczyszka« zrosły się w przezwisko — »Barynczyszka«, którego brzmienie nie znamionowało afektów przyjaznych. Samej tej nazwy dość było, żeby Cezary odstrychnął się od kolegów po fachu. Oprócz pracowników, zajętych potężną robotą od świtu do nocy na górze trupiej, plątał się tam i wałęsał trzeci jeszcze gatunek istot żywych: — żebraki, głodomory, chorowite kaleki, baby i starcy, — słowem nędza miejska i portowa, ciągnąca za wyżerką przy wojsku. Żołnierze tureccy rzucali tej tłuszczy niedogryzione kości, nadmiar chleba, jarzyn, owoców. W mieście Baku było to podówczas jedyne miejsce, gdzie można było jaki taki kąsek do zgryzienia i strawienia pochwycić zgrabiałemi, albo drżącemi palcami. Zarobki wszelkie ustały, pracą nikt się nie hańbił, sklepy były pozamykane, życie samo przygasło i głód potworny królował w pustych i niemych ulicach. Ta to gawiedź zgłodniałych i spragnionych, stękając i jęcząc, zalegała drogi i rowy, czatowała na ochłapy tureckie i oblizywała się, skoro dym unosić się zaczął z kominów kuchni żołnierskich. Łazęgi i niedołęgi usiłowały wyżebrać, albo i podkraść cokolwiek nawet od pracowników trupiarni, tak skąpo żywionych. Pchało się to pod łopaty, przysiadało jaknajbliżej, czaiło się i plątało wszędzie, gdzie go nie posiano. Nie brakowało wśród tej zbieraniny notorycznych waryatów, półwaryatów, »jurodiwychch«, histeryków i pomylonych dopiero co, którzy jeszcze nie otrzeźwieli ze strasznych