Strona:PL Stefan Żeromski - Przedwiośnie.djvu/070

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


cmentarzysko Ormian wymordowanych. Chodziło o to, ażeby wiatr — »Nord« — nie niósł do stanowisk wojennych fetoru tak wielkiej ilości trupów. Gdy wszystkie zwłoki zostały wywiezione z obrębu miasta i złożone pokotem w głęboko kopanej, długiej wyrwie, pracowicie je zasypywano ziemią, tworząc nasyp wydłużony, ciągnący się wpółokrąg, zależnie od kształtu wzgórza. Praca spychania ziemi na zwłoki wymagała wielu rąk ludzkich. Skoro zaś winna była być wykonana jaknajszybciej, prowadzono ją surowo, na sposób bardzo wschodni. Sami żołnierze mieścili się w schronach, utworzonych poza wałem ziemnym na sposób case-matte, choć wykonanych pospiesznie i niedbale. Drugi nasyp, wewnętrzny, czyli cmentarzysko, był niższy od fortalicyi zewnętrznej. Pracownicy, we dnie i w nocy zajęci dźwiganiem ziemi i sypaniem jej w fosę trupią, mieszkali tymczasowo w części umocnień wojennych, wybudowanych jeszcze przez Ormian z desek i zrzynów, przytaszczonych tutaj z czarnego miasta. Wśród innych pracowników miał tam legowisko i Cezary Baryka. Sypiał na pryczy, obok innych, leżących pokotem. Tak tedy: jedni z tego stada ludzkiego spali pokotem w ziemi, — drugi szereg, żywy, spał nieco wyżej nad tamtymi, ponad poziomem, — a trzeci szereg, jeszcze wyżej, śpiący również nad tamtymi i również pokotem, pilnował dobrze, czy tamte dwa szeregi dobrze się sprawują. Wikt w robotniczych koszarach dawano coraz gorszy, w miarę, jak praca nad zasypywaniem nieboszczyków postępowała i miała się ku końcowi. Im pokrywani grubą warstwą ziemi stawali się mniej niebezpiecznymi dla zwycięzców, tem mniej jadła do-