Strona:PL Stefan Żeromski - Przedwiośnie.djvu/052

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


piecu i księżna od tylu czasów pierwszy raz zasnęła. Nieszczęście chciało, że tejże nocy zwaliła się do mieszkania rewizya. Precyoza znaleziono i zabrano, a karę za ukrywanie złota i drogich kamieni w takiej ilości poniósł Cezary i jego matka. Obydwoje dostali się na czarną listę. Tylko dobra opinia, jaką u władz bolszewickich cieszył się »towarzysz Baryka« wpłynęła na zmniejszenie kary. Emigrantki, które, oczywista, śledzono, dostały się znowu do srogiej turmy.




Gościna, udzielona księżnej Szczerbatow-Mamajew nie wyszła matce Cezarego na zdrowie. Od tej chwili była, widać, ściśle tropiona, gdyż przytrzymano ją właśnie, gdy zamierzała wydobyć coś ze skarbu, ukrytego w górze za miastem, — w celu wyprawienia się znowu na wieś po zboże. Bita potężnie »po mordzie«, przyznała się do posiadania skarbu i pokazała kryjówkę, gdzie się mieścił. To jej jednak nie uratowało. Skierowano ją do robót publicznych w porcie. Niedługo tam jednak pracowała. Roboty owe były doskonałą kuracyą, prowadzącą z tego świata na tamten. Cezary wyjednał to swemi prośbami, iż na jakiś czas umieszczono mu matkę w szpitalu powszechnym. Lecz, gdy odpoczęła, trzeba było znowu iść do ciężkich robót. Słaby i zniszczony organizm nie wytrzymał: pchnięta przez dozorcę padła na drodze i skończyła życie. Miano zwłoki chować we wspólnym rowie kontrrewolucyonistów, lecz i tu syn wyżebrał ustępstwo, Pochowano »burżujkę« oddzielnie, na katolickim cmentarzu. Ksiądz Gruzin odprawił nad nią przepisane modły, wypowie-