Strona:PL Stefan Żeromski - Promień.djvu/146

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    szlakiem wśród jałowców, którędy od lat wielu nikt nie przejeżdżał. W jednym punkcie wzgórek piaszczysty zsuwał się stromo w nizinę, gdzie wody strumienia wyżłobiły rozdół dość długi i przestronny. Całe dno jego zaścielały duże trawy, dzikie maliny i dziady. Ku wschodowi ramiona pagórków rozsuwały się i płaska, równa, daleka łąka przecudnie srebrzyła się w słońcu. Z prawej stał nad nią gaj sosnowy. Wysmukłe pnie widać było daleko z pomiędzy koron i cieniów. Tu i owdzie bieliła się w czarnozielonej głębinie jasna osika, albo lśniąca brzoza. Z lewej strony po urodzajnych, okrągłych wzgórkach, zaraz od granicy łąk ciągnął się długi i szeroki łan żyta. Było jeszcze zupełnie młode, ale już lekki wiatr przeganiał na zielonej jego powierzchni fale szaropłowe. Z dala wydawało się, że cała niwka idzie z dymem, że płynie, leci, występuje z miedz swoich, ciemnemi smugami dzielących ją od pól sąsiednich, że przelewa się w łąkę, to znowu, że nawraca i pędzi pod górę. Za żytem ciągnęły się działki owsa i role, z lekka żółtawo-zielonemi źdźbłami osłonięte.
    Raduski wziął Elżbietkę na barana, gdyż trzeba było brzegiem łąki przedzierać się między zaroślami jeżyn, i prowadził obiedwie panie dalej. Wąska ścieżka, zwierzchu okryta błoną zeschłej gliny a uginająca się pod nogą, szła w łąkę. Bobrek trójlistny, goryczka ze swemi szafirowymi kwiatami, żółty łomikamień, strzępiaste goździki i bladoróżowe, gorzkie centurye stały tam między buremi kiściami dojrzewającej mietlicy. Pospolity złocień patrzał swem żółtem okiem z głębi wysokich traw w samo słońce. W małych, wilgotnych