Strona:PL Stefan Żeromski - Ponad śnieg bielszym się stanę.pdf/120

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


WINCENTY

Bądź spokojna! Bądź spokojna! Musimy być mężni. Wszakże jesteś pod opieką żołnierza.

HELENA

Żołnierza! Czyż oni uszanują w tobie żołnierza! (Gwar się wzmaga i zbliża. Za oknem ukazują się i znikają twarze mężczyzn i kobiet. Gadają, śmieją się i krążą wokoło domu liczni ludzie) Oni tu już są! Za chwilę tu wtargną!

WINCENTY

Toż to są nasi chłopi, Heleno. Niechże wejdą i rozpoczną z nami rozmowę. Pogadamy.

HELENA (wyjrzała oknem)

Mama! Matkę twoją prowadzą... O, Boże! Ciągną ją, wloką!.. (Patrzy jeszcze raz) Ach!

WINCENTY

Przykryj mię! Przykryj... Zeby nie odrazu spostrzegła...

(Helena okrywa jego nogi chustką i uciętą rękę owija chustką w taki sposób, żeby nie było widać kalectwa. Drzwi się gwałtownie otwierają i, pchnięta przez tłum, wchodzi Rudomska. Suknie na niej są potargane i powalane, włosy w nieładzie. Za rozwartemi drzwiami widać krzykliwy tłum łudzi w świtkach i wełniakach. Tłum ten przewala się i kotłuje. Raz wraz ktoś zagląda do pokoju)