Strona:PL Stefan Żeromski - Ponad śnieg bielszym się stanę.pdf/116

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


WINCENTY

Nienawiści! Do niego? Ależ tęskniłem za nim w strasznych moich gorączkach, gdy mię w bitwie z niemcami na strzępy podarto. Zdawało mi się postokroć, że go w sobie widzę wszystek, rozszalały, walący się przezemnie, poprzez moją duszę, w jamę wyrwanego upustu. On był we mnie cały, ogromny. Zabijał, taksamo, jak ja. (Szeptem) Myśmy obadwaj, ja i on, tajni zbrodniarze. (Po chwili) A teraz uciszył się, uciszył, jak ja. Staliśmy się inni, przyjacielu. Lecz nikt nie wie, nikt nie dociecze, co w nas jest. Niechaj niczyja ręka nie dotyka nas, gdyż gniew nasz może nie mieć granic!

HELENA

Patrz! Odsłoniła się mgła i tam za stawem widać kościół w Klonach.

WINCENTY (tłomacząc)

Kościół widać, a obok niego na wzgórzu cmentarz. Te oto skłębione drzewa za kościołem w Klonach — to jest cmentarz.

HELENA

Jakże piękny! Tak piękny, że pragnęłoby się tam właśnie spać...