Strona:PL Stefan Żeromski - Duma o hetmanie.djvu/145

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Usłyszał inny krzyk, żeby wszystko porzucić i komunikiem, co siły w koniach, gnać do rzeki.
Usłyszał trzeci krzyk, żeby wozy zostawić, zsiąść z koni, konie sprządz, czyli zbatożyć, i poza końmi, jakoby za taborem, ostrzeliwując się iść do kraju na los.
I posłyszał hetman w krzykach tych, zrozumiał trzeźwo, że to już złamane jest wszystko i że nadchodzi śmierć.
Zdrętwiało jego serce, wzniosło się od modlitwy i wzmogło.
Wstał z łoża, — szablę przypasał.
Wdział kołpak.
Wyszedł.
A był już obóz rozerwany.
Tatarzyn łańcuchy wozów tam i sam rozrąbał, w tabor się włamał i w wyrwach siekł się w pałasze z obroną.
Ze wszech stron tworzyły się dziury w zaszczycie.
Ci, co jeszcze kolas bronili, padali od miecza, inni w stryki wołochów.
Najśmielszych rąbało ostrze na śmierć, upadłych tratowały kopyta pędzących bachmatów.
Kantymir uderzył teraz tysiącami i zbierał rozbitych wojskiem, jak ptaki siecią.
Znalazł się kanclerz z hetmanem polnym w przedzie taboru.
A koni przy nich jeszcze trzysta.
Bokami końskiemi się zwarli i tamę postawili nawale tatarskiej.
Przeciw nim wszystka siła Kantymira.