Strona:PL Stefan Żeromski - Duma o hetmanie.djvu/109

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

panom Potockim, żeby lepiej z moskiewskiego zamysłu nic nie było.
Więcem do Moskwy więcej nie wrócił.
Miasto przymierza wiecznego, przepaść się, zemstą przenigdy nienasyconą hucząca, rozwarła.
Ja na te pola posłany dzikie z garścią zbuntowanego żołnierza przeciw wszystkiej tureckiej potędze.
(Ręce królewskie splecione.
Zwisła posępnie głowa).

Wzniesie HETMAN raz jeszcze głos:

Tyś jeden, wodzu, mocen był za ramiona porwać ich ducha i trząść, iżby się opamiętał.
Tyś czekanem bez wahania ciskał w łeb rozjuszony.
Tyś w senatorskiem płaczącem kole w Warszawie sądu na zdrajcę pałasz wyrwał po słowie zuchwałem Ossolińskiego.
Tyś się, przychodniu, nie uląkł rzeczy straszliwej: — z ramion strącić Zborowskiej głowy, wziąć jej za włosy bujne i w nie same, w źrenice wolności polskiej głowy dotąd patrzeć, aż przed spojrzeniem cudzoziemskiego twojego prawa na śmierć struchlały.
My zaś wszyscy, szlachta, jesteśmy ludzie wolni.
Każdym z nas rządzi jego samowola, a nami wszystkiemi rządzi pogłos tłumnej Zgody.
Wpośród nas zasiada niewidzialna nasza wieczna królowa Zgoda.
Ona jedna trzyma nas i w naród spaja.