Strona:PL Stefan Żeromski - Duma o hetmanie.djvu/104

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

chy, w ludzki mir, za częstokół zamkowy, pod malowane cerkwi sklepienie, w zagrodę pustyni mniszej, w bojarskich dzieci koło.
Przysłuchałem się był skardze ruskiej i głębokiej, zawodzącej, żałosnej pieśni.
Deptał zorane niwy, potem skiby polane polski rezolut.
Cerkwie znieważył i wyłupił, zamki wyłamał i osiadł, w perzynę puścił sioła, w pustkę zagony.
Ręką swą dusił mieszkańca tej ziemi, unurzanego we krwi.
Oszustwo w polskim orszaku, polskiemi osłonione szablami, wilczym skokiem wdarło się na czczony tron.
A gdy oszustwo zdławiła pycha, pycha zniszczyła wszelką radę.
Jęk wionął pustkowiem pól.
Trwoga gnała lasami bezdomne tłumy.
Ciemny pogłos, szept straszący opętał rozum gromadzki.
A płacz niedoli ludu omywał trudy zwycięskiej polskiej nogi.
Serce moje skruszył żal.
Głęboka litość do czynu mnie pchnęła.
Rzekłem w duszy swej: pójdę w stolicę!
Krótkim kordem na gardle skarzę szalbierze, zmiażdżę pychę kondotyerów, uczynię ład, wskrzeszę prawo — i na wieki zbratam tę ziemię olbrzymią z rodzoną ziemią,
Ja spełnię, — rzekę, — coś zamierzył.
Ja wykonam, co straszna twoja śmierć zniweczyła.