Strona:PL Stefan Żeromski - Duma o hetmanie.djvu/102

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Wyszedł pułk podolski czcigodnego Kazanowskiego Marcina i Ludwika Wajherów, nad którym Samuel Dunikowski.
Z lewego skrzydła pomknął na czoło mój pułk, nad którym Janusz xiążę Koreckie.
W pośrodku roty piesze, — kozactwo pohrebiszczańskie.
Wskażę buławą!
Uderzył do potkania znak.
Wzięło szwedzkie, pontusowe wojsko prawą, — moskiewskie lewą rękę.
Kniaź Dymitr wiódł.
Wielkimi otwory, pomiędzy opłotki złamane, poczną wypadać nasze hufce.
A skoro poszli skrzydlaci w pełny cwał, we wszystek chorągwiany pęd, — nie strzymała Moskwa razu. Uciekać!
Nasi gonić chmary rozpierzchłe co tchu w bachmacie!
Lewe skrzydło weprze ostrogę, skoczy ze schyloną kopią w niemców, francuzów.
Dopadłszy, — w nich koncerzami!
Z ramienia!
Poczną i ci w ogromny obóz tył podawać.
Uciekł Pontus i uciekł Horn.
Stał jeszcze zdala trzechtysięczny oddział francuski na skraju leśnym.
Ten się dał z dobrej woli.
Uciekł z obozu książę Andrzej Golicyn i Daniło Mezecki.
Sam Dymitr kniaź tyłami wioski przez środek obozu uszedł ku lasom.