Strona:PL Stefan Żeromski - Duma o hetmanie.djvu/097

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Oczu od kamiennych nie oderwał płyt.
Nieruchoma, zawzięta jego twarz myśli skrytej nie wydaje.

O krok posunął się — HETMAN — ze słowy:

Przyszedłem do ciebie na sąd.
Sądź, lecz daj radę.
Zanoszę skargę na wszystko, lecz za wszystkiem się wstawiam.
Wszystko sądź, któryś, jako orzeł karpacki, z wysoka na nas spoglądał.
Pozwól, niech ci zdam sprawę.

(Skinienie królewskiej głowy.)
HETMAN:

Służyłem ci wiernie, przysięgle, ja żołnierz stały.
Dla ciebie — siebiem się zaparł.
W tobiem zobaczył szczęście polskie, ojczyznę naszą.
Tak, jakoś rzekł, wierzyłem: «moja chwała — wasza chwała, a wasza chwała — moja chwała».
O, wielki śnie, wielki śnie polskiego rodu!
Rado nasza!
Rozumie nasz!
Ramię spiżowe, któreś nas miłością objęło i chciało dźwignąć na kapitolińską górę potęgi.
Jam już ostatni z rady twej, sekretnej, do której z nas, polaków, jeno czterech przypuściłeś.
W niwecz poszły sekretne praktyki przez Andrzeja kardynała.