Strona:PL Stanisław Wyspiański - Wiersze, fragmenty dramatyczne, uwagi.djvu/015

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


tym, że krótką chwilę
tylko... jam na cię tak mile
patrzał i za uśmiechem twoim gonił śmiało,
za ciemnych oczu twoich przyzwoleniem
niedoczekaniem — a skoro z pochyleniem
głowy...
zdało mi się, że słyszę „tak“ z twoich usteczek,
to zachwycony byłem tobą — główką schyloną
niby skromnie, zalotnie prawie — cudnie okoloną
splotami włosów kruczych — jakąś wymodloną
zdałaś mi się dziewczyną — boską wymarzoną.
Pamiętam dzisiaj jeszcze — żywo stoi w oczach
ten obraz — gdy wśród tłumów fali
różnobarwnej — i ona stała jasna cała,
białością twarzy swej od innych odbijała,
że mi się panią ludów tych wydała,
że w górze nad nią w błękitów przestrzeniach
widziałem wtedy — jak anieli stali
niebiescy — co nad duszą jej czystą czuwali. —
I była chwila już — gdy Pańskie ciało
kapłan w ofierze podnosił ku niebu,
mnogie chorągwie pochyliły lica
i orły wiatru (wstrząsane?) tchnieniem
igrały, słońca złocąc się promieniem —
spełnić się miało Pańskie objawienie