Strona:PL Stanisław Wyspiański-Klątwa.djvu/076

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


niewinnie oto zasądzone;
jakoż je zbawię?...

MATKA.

Pieścić je pragnę, pieścić, tulić
twarzyczki takie krasne,
buzie rumienne, oczka jasne;
sercu się śpieszno czulić. —

MŁODA.

Ani je ojciec kiedy głaska,
ani ich pieści, ani kocha,
to serce we mnie rwie się z żalu
i wiecznie smutne szlocha;
kochajcie, wielka wasza łaska.

MATKA.

Syn mój je kocha, kocha wiele,
jeno się Dolą troska,
dyć prawie widzi cała wioska,
jako żyjecie.

MŁODA.

Widzą to wsiowi, gadają, prawią,
ano Bóg też pogląda.
Bóg dał, by stało się, co się stało;
stanie się, co Bóg żąda. —

MATKA.

Precz pójdziesz, — mówisz —
precz? daleko?
kaj?

MŁODA.

Mam krewniaków, hań za rzeką;
u nich pobędę.