Strona:PL Stanisław Wyspiański-Klątwa.djvu/070

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


oni...
niech żyją, pokąd czas znaczony.

KSIĄDZ.

Ach żyjąc z nimi, spokój stracam,
bo myślą wciąż niewolną wracam
do lęków, do przerażeń,
co je na tamtym świecie czeka.

MATKA.

Dola, Los,
wieczna krzywda człowieka!

KSIĄDZ.

Czego unika, przed czem ucieka,
to mu przed oczy żądza zwleka,
żądza w najgłębszej tajni skryta.

MATKA.

Odwieczna,
straszna krzywda człowieka,
na każdem czole troską ryta.

KSIĄDZ.

Pozostań u mnie matko droga,
może mi z tobą i przy tobie
spokojność w dom zawita.

MATKA.

O synu, synu, nie prze Boga,
ja muszę precz, — nie pytaj.

KSIĄDZ.

Precz tę niewiastę, precz oddalę,
precz razem onej dziatki,