Strona:PL Stanisław Wyspiański-Klątwa.djvu/054

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


MATKA.

Trudnoć wyrzec?

KSIĄDZ.

Musicie, matuś, wprzódzi przyrzec.

MATKA.

Zaśbym nie miała...

KSIĄDZ.

Że wybaczycie,
że....

MATKA.

Synu.

KSIĄDZ.

Matko, lituj mej doli.

MATKA.

Może się złego czego dowiem.

KSIĄDZ.

Złe weszło w serce;
nęka, boli.

MATKA.

 Serce? — ? — boli? — —

KSIĄDZ.

Wnijdźcie.

MATKA.

Przysiądę; — ot, tak, z drogi,
osłabłam, — strzymać nie chcą nogi.