Strona:PL Stanisław Wyspiański-Klątwa.djvu/015

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


MŁODA.

No!

DZIEWKA.

A coście śnili?

MŁODA.

Żem się zgadała,
z kim nie mówię
blisko od kilku dni
ani słowa.

DZIEWKA.

To z wami nic nie gada?

MŁODA.

Nie może widno! — a mnie głowa
płonie od tego snu!
Bom we śnie słyszała,
co gdybym wiedziała,
że może kiedy rzec... do mnie!

DZIEWKA.

Cóż wam to?!

MŁODA.

Nic, — jeno mam się strzedz
czyjego przeklinania,
bo stałoby się prawdą,
co ze snu wiem.

DZIEWKA.

Cóż wiecie ze snu?!

MŁODA.

To, co mi nie chciał rzec,
to, co mi pytać broni;