broniącego wytrwale i umiejętnie potrzeb i dobra nielicznéj polskiéj i katolickiéj ludności Leszna.
Często zjeżdżało się dotąd obywatelstwo okoliczne na publiczne popisy uczniów, lub na zabawy. Wielu także obywateli Polaków sprowadzały do Leszna urządzane przez księcia Sulkowskiego polowania ogarami, a panowie w czerwonych frakach tracili majątki i zdrowie przy kieliszku i zielonym stoliku. Nie dziw, że okoliczne dobra i wreszcie samo Leszno przeszło z rąk polskich w niemieckie.
Rok 1848 wywołał zwrot w usposobieniu niemieckich mieszkańców Leszna względem Polaków. Nieprzyjazne oni odtąd zajęli stanowisko do potomków dobrodziejów swoich. Napróżno gorący przyjaciel Polaków Dr. Jan Metzig, mąż niepospolitéj cnoty i głębokiéj nauki, przypominał słowem i czynem ziomkom swoim obowiązki względem narodowości polskiéj, napróżno z zupełném zaparciem się siebie i narażeniem zdrowia i mienia starał się wpoić w nich poczucie ludzkości i sprawiedliwości. Słowa zacnego męża przebrzmiały bez skutku, a potomkowie onych Niemców i żydów, których Polska przytuliła do siebie, tak daleko zaszli w nienawiści do Polaków, że zwrócili się niedawno do rządu z prośbą, aby odtąd miasto nie nosiło jak dotychczas nazwy polskiego Leszna (Poln. Lissa), lecz po prostu Leszna (Lissa), jakoby przez zatarcie nazwiska zatrzeć zarazem można przeszłość całą.
Lecz jakże im boleśnie być musi, że w owém Lesznie, którego nazwa nie ma już nawet przypominać więcéj, że na polskiéj osiadło ziemi, polskich niedawno temu obrano posłów do sejmu pruskiego!