chuciom dopuszczali się występków wszelakich, czego wszystkiego wierném zwierciadłem są dzieła genialnych Niemców np. Lessinga „Emilia Galotti“, Schillera „Zbójcy“ i „Kabała i Miłość“. Nie dziw więc, że niemieccy poddani szukali przytułku na polskiéj ziemi, mianowicie gdy wybuchły w Niemczech ze śmiercią Karóla VI-go wojny, w których nie szanowano ani wolności osobistéj ani własności. Osiadający w Lesznie mogli pędzić żywot spokojny w używaniu wszelkich swobód, a nawet wykonywać bez przeszkody obrządki religijne, przynajmniéj za czasów Aleksandra Sułkowskiego, jak to wynika z dokumentu z 5 Sierpnia 1743 r. zachowanego w archiwum miejskiém.[1]
Z tego też dokumentu dowiadujemy się, że w r. 1743 ogromna burza poczyniła wiele szkód w Lesznie, nadwerężając pomiędzy innemi także bramę kościańską.
Księciu Sułkowskiemu leżało dobro miasta na sercu. Dla tego ustanowił 4 Września 1747 r. deputacyą kupiecką, którą składali Chrystyan Puschmann, Samuel Richter, Gotfryd Logau Piotr Carove, Jerzy Giering i Marcin Zimmermann. Zadaniem jéj było „wiernie, patryotycznie i pilnie“ radzić o podniesieniu podupadłego handlu i przemysłu leszczyńskiego.
Deputacya upatrywała główną przyczynę tego zwrotu rzeczy w rozmnożeniu się żydów.[2] Z protokułu posiedzeń jéj dowiadujemy się, że dawniéj więcéj było kupców chrześcian niż żydów. Drugim bowiem dozwalała konstytucya państwowa handlować tylko woskiem, łojem, skórkami i innemi drobnostkami. Pędzić wódkę, mieć składy jedwabiu, wełny, sukna, żelaza itd. żadnemu żydowi nie wolno było przed pożarem Leszna; z łaski dziedzica tylko mogli sprzedawać w dwóch domach cokolwiek jedwabiu, pończochy, wstążki itd. Od czasu zaś odbudowania miasta mnóstwo się żydów osiedliło w Lesznie, a to z powodu mekelgeldu, który im płacić muszą chrześcianie, jeżeli chcą cośkolwiek sprzedać szlachcie albo obcym. Tak nawet rozzuchwalili się żydzi, że przepisują bezwstydnie, ile mieć chcą za faktorstwo; cisną się do gospód, napastują po drogach wozy ze zbożem, zabierają