Strona:PL Stanisław Ignacy Witkiewicz-Pożegnanie jesieni.djvu/48

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


kochasz się we mnie podświadomie: kompleks córki. Inaczej byłoby ci wszystko jedno. Czy Lola Green przestała ci już wystarczać, jako antydot na kazirodcze uczucia? Jest podobna do mnie prawie jak bliźniaczka. Jedyny występ miała tutaj tylko. Płacisz jej potworne sumy. Wiem wszystko. Mam jej fotografję w mojej kolekcji erotycznych osobliwości obok mojej, twojej i mamy. Kompleks córki! Cha, cha, cha!
— Dosyć, dosyć z tym Freudem, bo jakkolwiek jest żydem, łeb-bym mu rozwalił z przyjemnością. Zawrócił w głowach nawet najmędrszym ludziom — nawet tobie, Hela. Czyż to, co tu widzę, nastąpiłoby kiedykolwiek, gdyby nie ten przeklęty Freud?!
— A teraz: albo papa się uspokoi i zje coś z nami, albo proszę opuścić moje pokoje. Biedny Azalin ma i tak już dosyć naszych rozmów na dzisiaj, a czeka go jeszcze druga część programu i ranny pojedynek.
— Daj mu się przynajmniej wyspać — rzekł stary łagodniej; ale zaraz nowa fala wściekłości przypłynęła mu z okolic dołku pod grdykę. — A łotr: żeby mnie tak podejść. Powinieneś był, kanaljo, mnie się wpierw oświadczyć, a nie gwałcić mi córkę, jak ostatnią dziewkę w moim własnym domu! Rozumiesz, skurczyflaku?!
— Panie Bertz: bo jak się rozpędzę będę musiał wyzwać pana także — rzekł już ze śmiechem Prepudrech. „Królestwo Obojga Bertzów“, jak ich nazywano, spojrzało na niego prawie z podziwem.
— A róbcie sobie, co chcecie. Ja mam jeszcze dziś trzy posiedzenia! — krzyknął Bertz, chwytając się za głowę. Pozostał tak jakąś część sekundy, rozważając z niepojętą szybkością jakąś szaloną finansowo-polityczną kombinację i nagle wyleciał, nie żegnając się z nikim. A w pokojach córki jego rozpoczęła się znowu śmiertelna orgja, połączona z dziwnem żałobnem nabożeństwem za duszę konającego z wyczerpania, rozpaczy i strachu księcia Belial-Prepudrech. Problem