Strona:PL Stanisław Ignacy Witkiewicz-Pożegnanie jesieni.djvu/206

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


alkoholu i kokainy, a do tego zrozumienie straszliwego znaczenia małżeństwa. Przecież nic się nie zmieniło istotnie, dlatego, że ksiądz Wyprztyk związał ich ręce stułą? A jednak, — a jednak wszystko było tak inne, nieporównywalnie inne, a mimo to takie same — jak świat po kokainie. Na czem to polegało nie mógł pojąć i nie pojął nigdy Atanazy. Znowu opanowały go wyrzuty sumienia i znowu jeszcze mocniej poprzysiągł wierność Zosi. „A jednak gdybym nie zażył tego świństwa, możebym jej dziś nie zdradził“, myślał, zasypiając po olbrzymiej dawce bromu. Ale nie był tego pewny. Nazajutrz, zmieniony dziwnie codzienny dzień przemógł nawet potężniejące wypadki.