Strona:PL Stanisław Ignacy Witkiewicz-Pożegnanie jesieni.djvu/189

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


urolniczenia żydowskiego proletarjatu. Musiał w nowych warunkach znaleść jakiś sposób zużytkowania swojej energji, a wielkie masy kapitału poprzesuwał już uprzednio na zagraniczne pozycje. Dawno już marzył o tem, aby być mężem stanu — chwila zdawała się odpowiednia do spełnienia tych marzeń, o ile rewolucja zatrzyma się na drugiem stadjum. W tym kierunku należało wytężyć wszystkie siły.
Nareszcie skończyła się ceremonja i całe towarzystwo znalazło się przed kościołem. Mróz zelżał zupełnie. Dął południowy gorący wiatr, pędząc po czarnem niebie strzępiaste obłoki, oświetlone rudą łuną miejską. Czuć było niepokój w całej naturze, wszystko rwało się gdzieś bezładnie, gorączkowo. Ten sam niepokój udzielił się i tak już zdenerwowanej wypadkami grupie społecznych odpadków, ładujących się do powozów Bertza. W czerwonym pałacu miała odbyć się poślubna orgja — może ostatnia wogóle. Stary zrezygnował z przeciągnięcia Tempego na swoją stronę już w czasie śniadania. Tempe był nieugięty — incorruptible. Ale musiał cierpieć go jeszcze dziś jako świadka ślubu i gościa na obiedzie. Nie spodziewali się jego „przyjaciele“: Atanazy i Jędrek, jak ważną rolę już odegrywał ten pozornie niepozorny były oficerek i nieudany poeta. Bertz miał intuicję co do ludzi: w razie udania się niwelistycznego przewrotu, widział go na szczycie władzy i drżał już na tę myśl. Należało go unieszkodliwić za jakąbądź cenę. Zasada absolutnej swobody, którą wyznawali przywódcy obecnego zamachu, uniemożliwiała wszelkie represje. Ale na tem tylko polegała możliwość powodzenia chłopomanów.
Wszystko możliwem było jutro (śmierć, zrabowanie pałacu i t. p. rzeczy), a więc dziś znowu trywuty i sosy agamelinowe i murbje na zimno (cud sztuki kulinarnej); taftany na słodko-słono i wino z wyspy Dżebel-Cukùr i koniak ze zdegenerowanych winogron Radżdży