Strona:PL Stanisław Ignacy Witkiewicz-Pożegnanie jesieni.djvu/166

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


watorowie na krótki dystans nic nie rozumiecie wielkości idej. Wyjecie o te ideje, których nie macie i mieć nie możecie, bo ideje obecnie tworzą się same w masach i znajdują sobie jednostki do samouświadomienia. Ideja rośnie w życiu, a nie wymyśla się przy biurku, a przedewszystkiem musi być prawdziwa: musi wynikać z historycznej konieczności, a nie być tylko hamulcem, mającym zatrzymać ludzkość na parszywym poziomie pozorów ludzkości przy zachowaniu wszystkich przywilejów, ale nie dla ludzi dawnego typu władców, a dla nowych spryciarzy, różnych selfmademanów, businesmanów i hyen, trudniących się handlem...
Atanazy: Dosyć, Tempe, jesteś nudny — my to wiemy wszystko. Jak jestem sam i myślę nad tem wszystkiem i nad tem kim jestem, wydaje mi się to wielkiem i sam, z całym moim indywidualizmem robię się w stosunku do tego małym i zbytecznym — nie tylko ja, ale ci inni — na szczytach. Ale wystarczy mi posłuchać kogoś w twoim stylu, mówiącego te komunały i cała wielkość rozwiewa mi się natychmiast w nudę: widzę już nie zbytecznych ludzi, tylko zbyteczną ludzkość, która nic już nie stworzy — a to jest gorsze.
Łohoyski: Ja wierzyłem w esdeizm, bo myślałem, że celem jest prawdziwe wyzwolenie ducha, swoboda i wielka twórczość dla wszystkich — ale teraz...
Tempe: To są właśnie te wszystkie frazesy, których myśmy się wyzbyli i w tem jest nasza wielkość. Jesteście obaj pseudo-prometeiczne duszki. Chcielibyście dawać z łaski, a nie macie czego, a jak sami biorą, to was to oburza. Zmechanizowanie, czyli mówiąc poprostu: zbydlęcenie świadome — to jest prawdziwa przyszłość — a reszta to nadbudowa, ornament, który tak się rozpanoszył, że zjadać zaczął to, co miał zdobić. Doszliśmy do kresu burżuazyjnej kultury, która nie dała nic, prócz zwątpienia we wszystko.